Dwudziestolatek.pl

#Finanse #Przyszłość #Emerytura

Finansowy lifestyle w życiu codziennym

„Nie podejmuj pochopnych decyzji” – pomyślał Leon i kupił auto

Chciałbym się podzielić z Wami moją krótką historią, z której wyciągnąłem już kilka lekcji. Dodatkowo chciałbym z góry przeprosić za ewentualne błędy językowe/stylistyczne – ten post jako pierwszy na tym blogu jest pisany pod wpływem emocji na kolanie.

Swoją przygodę z samochodami rozpocząłem już dwa lata temu, kiedy to udało mi się za ogromne jak na moje możliwości kupić samochód. Był to hyundai accent (’95). Zwiedził ze mną niewielki odsetek kraju – głównie nasze wybrzeże. Byłem z niego bardzo zadowolony, aczkolwiek pragnąłem czegoś więcej – rok później przyszedł czas na zmianę. Wybór padł na Mitsubishi Galant (’97). Ahh, to było piękne auto. Silnik 2.5, automat… To dopiero miało szarpnięcie.. 🙂 Ten samochód był w bardzo dobrym stanie pod względem technicznym, ale miał usterki związane z zawieszeniem – poszedł w zapomnienie 5 miesięcy po jego kupnie.

Wiecie jak to jest. Człowiek dojeżdżający do biura samochodem jest przyzwyczajony do swego rodzaju luksusu i ciężko jest mu się przestawić na komunikację miejską. W moim przypadku, był i w sumie nadal jest to dojazd rzędu 25km w jedną stronę. Jadąc samochodem potrzebuję około 25 minut, natomiast autobusami około 60-65 minut. Jeśli chodzi o finanse to wychodzi podobnie z kosztami, więc wybrałem mimo wszystko auto.

Auto ma tendencję do tego, aby się psuć. Nie tylko moje. Każde. Mój obecny nabytek, którym zrobiłem już kilka tysięcy kilometrów od połowy grudnia to Audi 80 B4, oczywiście w gazie 🙂 Nie było to auto bez wad – od samego początku były z nim same problemy, ale zawsze wierzyłem, że warto „wpakować” w cztery koła odrobinę pieniędzy, a problemy się skończą. Naiwny Leon.. Prawda jest taka, że im więcej naprawiałem, tym więcej było do roboty. Niby nic, ale pieniądze idą jak woda..

Aż do tego momentu… Piszę ten wpis do Was z pobocza drogi, gdyż moje Audi padło… Silnik prawdopodobnie zatarty, olej po drodze wyciekał, informacji z kontrolek brak. No cóż.. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to pojazd pierwszej jakości, aczkolwiek tego typu samochody uchodzą za bezawaryjne.. Przynajmniej do czasu. Ja się już troszkę nauczyłem i wiem doskonale, że większość podejmowanych w życiu przeze mnie decyzji była, jest i będzie nieudana. To jest właśnie życie – nauka podejmowania racjonalnych i przede wszystkim świadomych decyzji. Przyznam się szczerze, że zakup Audi był pod presją, gdyż szukałem auta „na gwałt”, aby mieć możliwość dojeżdżać do biura. Teraz już wiem, że to był błąd.

Obecnie po tych dwóch latach od momentu zakupu pierwszego auta, a skończywszy na obecnym, jestem w stanie stwierdzić, że czegoś się nauczyłem. Nie podejmuj pochopnych decyzji, bo to prędzej czy później Ciebie zgubi. Mnie zgubiło i teraz mogę mieć pretensje do siebie. Jestem stratny kilkaset złotych, trochę nerwów, ale to co mnie najbardziej cieszy to fakt, że prawdopodobnie tego samego błędu nie popełnię w przyszłości.

Czas na finanse

Samochód to zło – non stop trzeba w nie inwestować pieniądze. I nie mam tutaj na myśli napraw, ale chociażby paliwo. Człowiek jest z natury leniwy i nawet na zakupy będzie jechał samochodem. Taka jest prawda. Nie prowadziłem dziennika kosztów dla moich samochodów, ale jedno wiem – auto można porównać do studni bez dna. Ile byś włożył w nie pieniędzy, zawsze będzie mało.

Nauczyłem się, że wszędzie jeżdżę samochodem. I to był błąd, ponieważ towarzyszy mi wtedy brak ruchu, przez co moja kondycja spada w dół. Nie skłamałbym, gdybym powiedział, że miesięcznie na samochód wydawałem około 500-600 złotych. Może to być dla niektórych standard, ale w mojej sytuacji jest to ogromna kwota, którą wolałbym zainwestować lub po prostu odłożyć na gorsze czasy.

Wychodzi na to, że na dojazdy związane z pracą wydawałem około 400 złotych, a reszta kwoty to jazda „dla przyjemności”. Niby nic, ale w skali roku wychodzi potężna kwota, za którą można przeznaczyć na porządne wakacje.

W moim przypadku, gdybym zdecydował się porzucić samochód na rzecz komunikacji miejskiej to:

  • miesięcznie zaoszczędziłbym 400 zł
  • straciłbym na dojazdach 480 minut (12 dojazdów x 40 minut „straty”), czyli 8 godzin miesięcznie
  • po roku odłożyłbym 4800 złotych
  • więcej poruszałbym się fizycznie 🙂

Nie ma tragedii – można to jak najbardziej wytrzymać. I teraz pytanie, czy jestem w stanie poświęcić 8 godzin każdego miesiąca, aby zaoszczędzić 400 złotych? Wydaje mi się, że tak. Ta kwota rzeczywiście do mnie przemawia – nie są to „grosze”. Moja sytuacja jest na tyle komfortowa, że nie mam potrzeby każdego dnia stawiać się w biurze – duża wygoda 🙂 Zdaję sobie sprawę, że nie każdy tak ma – w takim przypadku zaoszczędzona kwota byłaby znacznie większa, ale także zwiększyłaby się strata czasowa.

Lekcja na dziś

Nigdy nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. Ochłoń. Wróć do tematu następnego dnia i sprawdź, czy masz dokładnie to samo do powiedzenia, co ostatnio.

Mam do Ciebie pytanie, czy często zdarza Ci się podejmować pochopne decyzje pod wpływem emocji? Jak często źle na tym wychodzisz? A może emocje dodają Ci energii i dzięki temu trafiasz na super deal? Czekam na Twoją opinię! 🙂

important-98442_150Zapraszam Ciebie do polubienia mojego fanpage (likebox znajdziesz w menu po prawej strony). Jeśli spodobał Ci się mój artykuł, kliknij przycisk lubię to – dostarcza mi to ogromnej motywacji do dalszego regularnego pisania bloga Dwudziestolatek.pl 🙂 Możesz się także odwdzięczyć i zapisać na mój newsletter – dzięki temu dostaniesz zawsze informacje o nowych publikacjach z mojej strony.

Źródło zdjęć: (1).

Komentarze do artykułu

  1. Oj Leon 😉 Dobry wpis! Ja mam samochód, ale ostatnio coraz częściej stoi w garażu – wybrałam komunikację miejską, na którą tracę 1,5 h dziennie.

    Ale: wydaję mniej, mniej się stresuje, mogę poranną prasówkę odbyć w jednym z dwóch autobusów, którymi dojeżdżam itp.

    A samochód i tak uważam za niezbędny – na większe zakupy, na wyjazdy do rodziców (200 km) itp.

    • Leon

      20 marca 2014 o 08:47

      Cześć Magda 😉

      Miło Ciebie ponownie gościć na moim blogu.

      Dosyć dużo czasu tracisz na dojazdy. Mimo wszystko uważam, że Twoje argumenty są trafne i decyzja jest podjęta „na plus”. Do mnie przemawia fakt, że w autobusach także będę mógł coś pożytecznego zrobić. Zastanawiałem się, aby zakupić tablet i rozpocząć pracę w autobusie ;).

      Leon.

  2. Emocje chyba zawsze będą towarzyszyć podejmowaniu decyzji, zwłaszcza tych dużych. Gdy trzeba podjąć decyzje o czymś co ma ogromne znaczenie dla nas to ciężko odciąć się od emocji.
    Według mnie podejmując decyzje warto wziąć poprawkę na emocje, jednak kierowanie się tylko nimi, bez zastanowienia się rzadko przyniesie pozytywne rezultaty w długoterminowej perspektywie.

  3. Ja tam przyzwyczaiłem się do podejmowania decyzji pod wpływem emocji, mam już tyle doświadczeń za sobą, że nie ma mowy o złych inwestycjach

    Pozdri

    • Leon

      21 marca 2014 o 08:24

      Cześć Dominik,

      Dzięki za komentarz!
      Super, że rzadko już dopuszczasz się pod wpływem emocji negatywnych inwestycji. A w przeszłości dużo razy popełniałeś błędy inwestycyjne/finansowe?

  4. Ja też kiedyś podejmowałem decyzje pod wpływem emocjonalności, ale po maturze postanowiłem się trochę pochamować. W tej chwili zbieram na samochód, ale rozłożyłem tą decyzję na kilka miesięcy. Wtedy nie ma się takiej „gorącej głowy” i jak coś to można zawsze zmienić decyzję na jakąś inną inwestycję. Dzięki za kolejną lekcję życia Leon!

    • Leon

      22 marca 2014 o 19:51

      Cześć Radio,

      Warto czasami „odpuścić temat” na jeden czy dwa dni. Od pewnego czasu sobie to powtarzam – nic na siłę 😉

      Leon.

  5. 25 km do pracy to sporo, więc nie dziwi mnie decyzja o kupnie auta. W lecie warto przesiąść się na rower. 50 km na dobę w obie strony to nie tak dużo, a i formę można poprawić. 😉 Ja pedałuję już od miesiąca, a autobusem do roboty jadę tylko, gdy pada deszcz.

    • Leon

      5 kwietnia 2014 o 21:01

      Zamierzam wkrótce kupić rower – czy dojdzie do skutku to się okaże 😉

      Leon.

      • Potwierdzam. Rower to naprawdę świetna sprawa i nie chodzi tylko o oszczędności finansowe, ale o samą frajdę z jazdy. Wiem, że nie każdy tak ma, ale ja osobiście odczuwam niesamowitą satysfakcję z tego, że dzisiaj znam w swojej okolicy miejsca, o których istnieniu jeszcze parę lat temu nie miałem pojęcia. Nawet nie wyobrażamy sobie, jak ciekawa jest nasza najbliższa okolica i nie ma w tym ani krzty przesady. Pozdrawiam 🙂

  6. Póki młody to możesz sobie pozwolić na nie posiadanie auta. Nad jest czworo w tym dwójka małych dzieci. Samochód przy rodzinie to zło konieczne, zwłaszcza w dużym mieście

    • Leon

      20 kwietnia 2014 o 10:14

      Garo,

      Taka jest prawda – jak już staniesz się ojcem/matką to występuje duży problem w komunikacji, jeśli nie masz auta.

  7. Pochopne decyzje-szczególnie przy okazji zakupów oczywiście, że i u mnie bywały i bywają nadal (szczególnie buty!), bo człowiek kupuje oczami. Jeśli chodzi o jazde samochodem, oczywiście, że jest ona droższa niż jazda komunikacją miejską-patrząc tylko przez pryzmat tankowania, a trzeba pamiętać o tym, że samochody się psują i trzeba też je opłacać (OC, przeglądy), i to wychodzi jeszcze drożej. Ja osobiście nie mam samochodu, ale patrząc na znajomych, którzy sobie kupili-wszedzie już nimi jeżdżą-nawet i do sklepu oddalonego 300m od domu-uważam, że to już przegiecie. A o wiele zdrowiej i taniej! wyszedłby spacer. Więc wole zapłacić sobie za przejazdówke komunikacją, moze nie jest tak komfortowa jak samochodem, ale przynajmniej nie denerwują mnie obok stojący kierowcy za kółkiem, a czasem to też okazja do spotkania dawno niewidzianych znajomych. Ale wiadomo jak już mam się wybrać za miasto to wole samochód.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Dodatkowo gwarantuję zero spamu.

*

Przeczytaj inne:
Poznaję swoje podwórko, czyli krótki wywiad z Agnieszką Wyrzykowską

Jakiś czas temu postanowiłem sobie, że będę chciał poszerzać swoje znajomości z innymi blogerami. Chcę to zrobić przede wszystkim po to, aby bliżej się z nimi zapoznać i być może rozpocząć jakąś wspólną akcję na łamach bloga. Jak zapowiadałem, tak też robię. Debiutem będzie wywiad z osobą, która zajmuje się...

Zamknij